niedziela, 18 maja 2014

the dumplings - no bad days





pewnie się powtórzę, ale... w polsce muzycznie dobrze się dzieje. a kolejnym potwierdzeniem dobrej kondycji naszej sceny jest the dumplings i ich debiutancki album. nie będę kłamać - mój pierwszy kontakt z ich muzyką kilka miesięcy temu nie wywołał we mnie nic ponad "ok, fajnie". dlatego właśnie do ich debiutanckiego wydania podchodziłam dość ostrożnie nie spodziewając się fajerwerków. a rzeczywistość? rzeczywistość mnie zaskoczyła. justyna i kuba mnie zaskoczyli. talentem, pewnością siebie, dojrzałością (zarówno muzyczną jak i liryczną). fajerwerki zatem są. 
"no bad days" będąc płytą niezwykle różnorodną pozostaje paradoksalnie bardzo spójna. nie ma kawałka, który by nudził i prowokował do przejścia dalej. wszystkie są dobre, wszystkie zaskakują i wciągają w każdą ze swoich warstw. 

producentem albumu jest bartek szczęsny, obok czego nie można przejść obojętnie. zatem niskie ukłony w jego stronę, ale przede wszystkim w stronę the dumplings.






a wiecie co jest w tej dwójce najlepsze? najlepsze jest to, że pomimo tego, że dużo już osiągnęli, to justyna i kuba jeszcze wszystko mają przed sobą.







album dostępny na spotify: klik

czwartek, 8 maja 2014

young magic - breathing statues




muszę przyznać, że nie tego spodziewałam się po drugim albumie young magic. choć nie jest źle - jest po prostu inaczej.
liczyłam, że po hipnotyzującym debiucie pełnym energii, ale i mocno transowym, przyjdzie pora na coś równie... nowatorskiego. "melt" było albumem, przy którego odsłuchu trudno było sięgać po jakiekolwiek porównania (a to dziś nieczęsto się zdarza). niebanalne wokalne rozgrywki, elektroniczne zagrania, a wszystko skąpane w etnicznie rytmicznym sosie. to po prostu było wydanie nieporównywalne, świetne i pełne.

a nowa płyta? no cóż... nie ma ani jednego momentu, który wpisywałby się w stylistykę debiutanckiego wydania. w szczególności mój faworyt ("foxglove"), choć przepięknie subtelny, to odbiega od klimatu "melt".

jedyną rzeczą, której nie można temu albumowi odmówić jest piękna okładka, której autorem jest (tak jak w przypadku "melt") leif podhajsky. jego projekty rozpoznaję z kilometra. ten gość wie co robi. 





jeśli jednak jeszcze nie znacie young magic, to odsyłam was do pierwszego albumu. "breathing statues" może okazać się nieprzekonujące, a gwarantuję, że warto się nad ich twórczością pochylić.



wtorek, 6 maja 2014

novo amor - woodgate, NY




gratka dla fanów bon iver, zawodzących wokali, zawodzących gitar, zawodzącego wszystkiego. muzyka na połamane serduszko albo dla połamania serduszka (w zależności od tego czy preferujemy muzyczny hedonizm czy też masochizm). choć nie tylko, bo w moim odbiorze ta EPka maluje się jako ładny soundtrack do ładnych podróży.

novo amor pochodzi z wielkiej brytani i zawodzi z lekkością, która sprawia, że jego muzyka gładko wpada do ucha. nigdy nie byłam oddaną fanką justina vernona, więc nie mi to oceniać, ale jestem pewna, że novo amor został już ochrzczony jego "synem", "godnym następcą" lub po prostu "europejskim odbiciem".






sobota, 3 maja 2014

jamie xx - girl / sleep sound





szkoda, że to tylko singiel, bo nie pogardziłabym jeszcze dwoma utworami na TYM poziomie. ale nie ilość ma znaczenie, a jakość. ku tej zasadzie staję się coraz większą zwolenniczką krótkich wydań (szczególnie sumując jakość wszystkich długogrających z tego roku).

no dobrze... wracając do pana jamiego xx, który na scenie elektronicznej już zamieszał, a zamieszać może jeszcze bardziej - miejmy nadzieję, że to dopiero początek, a singiel jest zapowiedzą czegoś więcej.

"sleep sound" dołącza do listy najlepszych tracków roku 2014. czarujący jest sposób, w jaki jamie xx dotyka elektroniki.







premiera "girl / sleep sound"  dopiero za trzy dni, więc pre-order do zrobienia tutaj: klik

(ciągle wierzę, że istnieją oprócz mnie ludzie, którzy cenią sobie posiadanie dobrej muzyki w formie fizycznej. bo istnieją, prawda?)