Pokazywanie postów oznaczonych etykietą soul. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą soul. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 września 2014

jungle - jungle




w dzisiejszym nawale nowej muzyki naprawdę niełatwo trafić na kogoś, kto przykuje uwagę czymś więcej niż singlem nie nasuwając tym samym miliona skojarzeń z twórczością innych muzyków. i choć słysząc zabiegi wokalne jungle trudno nie pomyśleć o bee gees, to jednak cały ich longplay to dla mnie coś totalnie świeżego. z jednej strony wpisują się w aktualne retrospekcyjne disco-trendy, z drugiej zachowują charakterystyczny dla siebie funkowy feeling, który pozostaje od początku do końca ICH i podrywa do tańca całe ciało. potrafią też soulowo, czule rozbujać takim kawałkiem jak chociażby "drops". a klip do "platoon" to coś, co po prostu trzeba zobaczyć.






kupili mnie w całości i czuję, że jeszcze będzie o nich bardzo głośno. ich album dostępny na spotify, więc polecam <klik> tutaj.

piątek, 13 czerwca 2014

taylor mcferrin - early riser




taylor mcferrin (tak, Z TYCH mcferrinów) wydał niedawno swój debiutancki album. z takimi genami zresztą nie mogło być inaczej. usłyszałam trafne stwierdzenie, że młody mcferrin zaczyna tam, gdzie jego ojciec skończył. i faktycznie mamy do czynienia z piękną kontynuacją dzieła ojca (który ma notabene swój wokalny wkład w wydanie "early riser") i zarazem pięknym startem w muzycznym świecie.





 czasem lubię ocenić płytę po okładce, a zdjęcie z "early riser" od razu trafiło w mój foto-gust. do pozytywnej noty okładkowej doszedł fakt nazwiska i wytwórni, spod której skrzydeł wyszło to wydanie. brainfeeder, a więc label flying lotusa nie wydaje złych płyt. w ten sposób jeszcze przed wysłuchaniem płyty czułam, że ma ona szansę znaleźć się wśród tych "najlepszych '14". intuicja tym razem nie zawiodła. całe szczęście! 







"early riser" to stanowczo nie album na wczesne poranki. w moim słowniku zresztą termin "wczesny poranek" występuje dość rzadko. ten album odczuwam raczej jako doskonałą soulową pościelówę towarzyszącą porankowi przeciągającemu się do południa. jest 11:30, buduję poduszkową fortecę w moim łóżku, a z głośników dobywa się "place in my heart" (z gościnnym udziałem RYAT, której wokal jest dla mnie mieszanką björk i pj harvey) - idealnie.







dziś nie proponuję wam odsłuchu - tym razem mówię: must listen!

(album na spotify: klik)