poniedziałek, 8 lipca 2013

elektronika warstwowa


londyńska ninja tune wciąż dostarcza słuchaczom nowych idoli w świecie muzyki elektronicznej. kolejnymi artystami, którzy znaleźli schronienie pod skrzydłami wytwórni Matta Blacka i Jonathana Moore'a, są Richard Roberts i Andy Harber tworzący jako letherette. pochodzący z Wolverhampton koledzy z dzieciństwa błyskotliwie łączą elementy oldschoolowego hip-hopu oraz brytyjskiej szkoły trip-hopu i house'u. ich debiutancki longplay letherette brzmi tak jakby spotkali się na nim star slinger, bonobo i disclosure. album mógłby śmiało uchodzić za składankę złożoną z utworów prezentujących najświeższe trendy w każdym z wcześniej wspomnianych nurtów. 

pozycja obowiązkowa dla fanów bibio (swoją drogą dobrego znajomego zespołu, duet Roberts-Harber zrobił remix jego lovers' carvings), j dilla i lapaluxa.


sobota, 6 lipca 2013

pazes "sleeping dolls"

 zgodnie z moją zapowiedzią (klik) gniazdo wytwórni time no place powiększyło się ostatnio o bardzo dobre wydawnictwo. powiem więcej - o wydawnictwo fe-no-me-nal-ne. 
mowa o sleeping dolls, czyli EPce pazesa, młodego producenta z são paulo. słowa "fenomen" nie używam przypadkiem. na sześć utworów - sześć zaskoczeń. 

opisałam wcześniej frozen jako pięciominutowy szkielet równomiernego rytmu, po którym wspinają się migotliwe dźwięki syntezatorów. nie inaczej jest w przypadku każdego kolejnego kawałka tej EPki. całość mocno dubowa, każdy z utworów wpada w serce pulsując swoim własnym rytmem. nieprawdopodobny ładunek emocjonalny zawarty w tych sześciu kompozycjach wbija się równomiernie w samo dno człowieka, swoją drogę zaczynając w przewodzie słuchowym. 



i tak słuchając po raz pierwszy burn out nawet nie zauważyłam kiedy cała podrygując dałam się całkowicie wciągnąć w energiczny rytm.

o ile w przypadku frozen wokal biblo zasiadał na szczycie całego rytmiczno-basowego szkieletu, o tyle w innych odgrywa rolę drugoplanową. rolę jednak niemniej ważną - senną i fantastycznie mglistą. szczyt wokalnej senności biblo osiąga w white caps, które wyprowadza słuchacza spokojnie z intensywnej, rytmicznej hipnozy trwającej ponad 20 minut. 


wydaniem sleeping dolls pazes zaspokoił moją potrzebę odkrycia świeżości, która od pierwszych sekund pochłonie mnie totalnie. zajął tym samym najwyższą pozycję wśród tegorocznych nowych wrażeń słuchowych.

chłońcie tego chłopaka, żałować nie będziecie.



środa, 3 lipca 2013

islandzka równowaga sił

wierzę, że w życiu każdego człowieka przychodzi moment na sigur rós.
siła islandzkiego brzmienia pozwala na pokonanie wszelkich słabości. jednak dwa ostatnie albumy zespołu tej siły miały jakby mniej. sporego strachu napędził mi także solowy wypad jónsiego. patos, który jest porywający, a nie sztucznie nadmuchany, został rozrzedzony niepotrzebnymi eksperymentami z post-rockową strukturą utworów. brakowało przestrzenności dźwięku, który z równą mocą uderzał w każdy zakamarek pokoju. brzmienie stało się skromniejsze, cichsze. ta
k jakby muzycy oszczędzali instrumenty.
kveikur to z jednej strony powrót do korzeni, z drugiej odpowiedź na obecne trendy.
sigur rós znów wprawia powietrze w drganie z ogromną siłą. patos jest zgrabnie przemycany za ścianą dziesiątek dźwięków. utwory jednak nie uginają się pod ciężarem przesterowanych riffów, moc kompozycji jest równo rozłożona na cały album. nie brakuje ładunków wybuchowych przypominających sæglópur (brennisteinn, kveikur, rafstraumur), balladowego wyhamowania w stylu hoppípolla (var) czy współczesnego alternatywnego brzmienia (ísjaki). 
kveikur to najbardziej zrównoważony album sigur rós. islandczycy wydobyli wielką siłę ze swoich instrumentów i połączyli ją ze zwiewnymi melodiami znad północnej części atlantyku w najlepiej znany sobie sposób. nie jest to jednak płyta hermetycznie zamknięta – muzycy śmiało korzystają z obecnych trendów, wplątują do utworów sporo elektroniki, nadają niektórym kawałkom nieco popowego szlifu. wszystko to jest wciąż urzekająco piękne, nieprawdopodobne i jedyne w swoim rodzaju. tak jak sam sigur rós.