Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polish. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polish. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 września 2014

kamp! - baltimore EP




jakiejkolwiek ścieżki by nie wybrali, to idą w dobrą stronę. chłopcy z kamp! chyba nie potrafią obrać złego kierunku.
a ja nie potrafię słuchać ich i nie tańczyć. więc tańczę.




poniedziałek, 1 września 2014

kubaterra




któregoś dnia kuba spakował plecak i wyjechał z krakowa do australii. tam spędził pół roku nagrywając swój album. pracował na farmie, siedział w lesie i robił muzykę. 

efekt?

efekt jest czarujący, co zdaje się przyszło mu z dużą lekkością. uwiódł mnie wokalnie, gitarowo i rytmicznie. uwiódł mnie swobodą, którą słychać w każdym dźwięku tego wydania. piękne i polskie. warto wrzucić w słuchawki.





wtorek, 3 czerwca 2014

printempo - fluctuation




printempo (grzegorz jurga) na scenie muzycznej pojawił się w 2009 roku. wtedy właśnie opublikował swoje debiutanckie wydanie powstałe we współpracy z 77cuts (odsłuch - klik). już wówczas wiadomo było, że światło dzienne ujrzała muzyka jednego z najbardziej obiecujących polskich instrumentalistów. po tej premierze nastała jednak cisza. printempo pojawiał się jedynie z pojedynczymi kompozycjami na różnych składankach i grywał koncerty ze składem: perkusja, gitara, gitara basowa + klawisze i elektronika, za które odpowiadał on sam.


wrócił po kilku latach milczenia. wrócił w pięknym stylu. "fluctuation" wydane nakładem wytwórni export label (pod której skrzydłami tworzy również blossom, o którym pisałam jakiś czas temu - klik) to 24 (!) smaczne kąski oscylujące między niezliczoną ilością gatunków. od kleistego downtempo, 
pięknie subtelnego nujazzu, przez połamane bity, hiphopowe instrumentale aż po elektronikę wznoszącą całość na emocjonalne everesty.





instrukcja obsługi: 

1. usiądź wygodnie

2. jeszcze wygodniej  

3. pozwól, aby printempo płynął 

4. płyń swobodnie z nim




niedziela, 18 maja 2014

the dumplings - no bad days





pewnie się powtórzę, ale... w polsce muzycznie dobrze się dzieje. a kolejnym potwierdzeniem dobrej kondycji naszej sceny jest the dumplings i ich debiutancki album. nie będę kłamać - mój pierwszy kontakt z ich muzyką kilka miesięcy temu nie wywołał we mnie nic ponad "ok, fajnie". dlatego właśnie do ich debiutanckiego wydania podchodziłam dość ostrożnie nie spodziewając się fajerwerków. a rzeczywistość? rzeczywistość mnie zaskoczyła. justyna i kuba mnie zaskoczyli. talentem, pewnością siebie, dojrzałością (zarówno muzyczną jak i liryczną). fajerwerki zatem są. 
"no bad days" będąc płytą niezwykle różnorodną pozostaje paradoksalnie bardzo spójna. nie ma kawałka, który by nudził i prowokował do przejścia dalej. wszystkie są dobre, wszystkie zaskakują i wciągają w każdą ze swoich warstw. 

producentem albumu jest bartek szczęsny, obok czego nie można przejść obojętnie. zatem niskie ukłony w jego stronę, ale przede wszystkim w stronę the dumplings.






a wiecie co jest w tej dwójce najlepsze? najlepsze jest to, że pomimo tego, że dużo już osiągnęli, to justyna i kuba jeszcze wszystko mają przed sobą.







album dostępny na spotify: klik

środa, 26 marca 2014

król - nielot




UL/KR zamroziło działalność, ale na otarcie łez ze swoim solowym albumem przyszedł KRÓL. aż strach sięgać po słowa, które mogłyby go opisać. strach, bo ta płyta wypełniona jest słowami po brzegi. "nielot" to intymna opowieść zanurzona w pięknych aranżach. teksty osobiste, ale przez swoją metaforyczność mocno uniwersalne.

na początku płyty słyszymy "a więc teraz jestem częścią twoich przygód". i owszem, bez dwóch zdań w słowach zawartych na tej płycie da się z łatwością odnaleźć swoje historie. 




płyta dostępna na spotify: klik

piątek, 7 lutego 2014

now playing #9 » anthony chorale - ambitions of the son EP


instagram.com/zookarmnik


wydanie, które wylądowało na mojej półce dokładnie dzisiaj, ponad rok po swojej premierze.

do tej pory zapętlane na bandcampie (klik). dziś zapętlam na gramofonie pięknego, białego winyla. 







wtorek, 7 stycznia 2014

MΛRT - we all need fixing



dziś post z cyklu "miejcie na niego oko", więc oddaję w wasze ręce pierwszy twór młodego chłopaka z bytomia.

MΛRT pod jednym względem wyjątkiem nie jest, z utworem "we all need fixing" było bowiem dość standardowo: od pomysłu do realizacji. realizacja wylądowała na jakiś czas w szufladzie, później wyjęła ją stamtąd myśl "a może jednak świat powinien to usłyszeć?". efektem finalnym jest to, co za moment trafi przez słuchawki prosto do waszych uszu. i tu, na polu dźwiękowym pokazuje już, że jest wyjątkowy. w ciągu trzech hipnotyzujących minut udowadnia, że mniej znaczy więcej.

i choć MΛRT poczęstował dopiero trzema minutami tego, co potrafi, to dzielę się tym z wami, bo do mnie trafił każdą sekundą z osobna. mam przeczucie i nadzieję, że za jakiś czas będzie o nim głośno.

bierzcie, słuchajcie i lajkujcie tu: klik






poniedziałek, 25 listopada 2013

inqbator - the spin EP




studyjnie mniej smutny niż koncertowo. bynajmniej nie znaczy to jednak, że wesoły. 
inqbator, czyli "introwertyczny songwriter" z krakowa.

dobra, nowa (no i polska!) EPka, po której nie spodziewałam się tego typu energii. 

oddaję waszym uszom. 






sobota, 14 września 2013

coldair - whose blood





o twórczości Tobiasza Bilińskiego odpowiedzialnego za projekt coldair można mówić wiele i to w samych ciepłych słowach - jest autentyczna, emocjonalna, intymna, oniryczna i ulotna. ale w tej chwili warto wspomnieć o najważniejszym - nowe wydawnictwo niczym nie odstając od poprzednich broni tych pięciu słów będących szeregiem samogłosek AEIOU. broni jedenastoma spójnymi (choć niekoniecznie spójnymi emocjonalnie) kompozycjami. są momenty przy których pojawia się dreszcz (już na samym początku "whose blood". potem podobna atmosfera powtarza się w "i fear death"), są też radosne, są wreszcie i melancholijne (między innymi jeden z moich dwóch faworytów całego albumu - "wraith"). są i takie, którym mówię "wymiękam..." i tu na myśli mam mojego drugiego faworyta - utwór "safe & sound".

dłużej przekonywać nie będę, więcej grzechów nie pamiętam, ale jednym słowem... "whose blood" to po prostu piękna płyta. płyta z okładką, którą ma się ochotę oprawić w ramkę i powiesić na ścianie. tłuczcie więc swoje świnki-skarbonki, wygrzebujcie złotówki i klik! lub przybywajcie w najbliższy czwartek do warszawskiego klubu powiększenie na pierwszy koncert coldair promujący nowy materiał (gdzie również będziecie mogli nabyć namacalną wersję albumu).




całości możecie przysłuchać się tutaj (klik!)